www.wypisówka.pl

maseło maślane…

Aby skutecznie wyjechać na wczasy i nie zapomnieć o czymś o kluczowym znaczeniu (np. o żelazku postawionym na gaz), polecamy zapoznać się z naszym krótkim poradnikiem.

Wyprawa na wakacje w pięciu krokach:

1. Wybierz cel

To bardzo, bardzo, bardzo ważny punkt, który należy przemyśleć na lata przed wyjazdem. Przemyśleć, uzgodnić, zapisać i opieczętować. Na wypadek, gdyby kapryśna żona (lub mąż), rozmyślił się na trzy tygodnie przed wylotem. “A może jednak Meksyk zamiast Francji?” - zapyta małżonek, kiedy zapniecie ostatnią walizkę. Takich sytuacji należy unikać, dlatego tak ważne jest wczesne dokonanie wyboru.

2. Wybierz środek transportu

Tanie linie lotnicze? A może pociągi? A może własnym “maluszkiem”? To ważny dylemat, zwłaszcza że każdy ze środków transportu ma zalety i wady. W samolotach latają inni Polacy, którzy przynoszą wstydu. Pociągi jeżdżą jeżeli chcą, i jeżeli akurat nikt nie ukradł torów. A samochody? No cóż, fiatem 126 p nawet do Ciechocinka będziecie jechać przez trzy tygodnie…

3. Sporządź listę

Sporządź listę wszystkiego, czego będziesz potrzebować, a następnie wykreśl połowę z rzeczy, które się na niej znajdą. Gwarantujemy ci: nie musisz zabierać maszynki do golenia, w Sopocie również można je kupić. Poza tym musisz zrobić miejsce na kosmetyki dla żony: krem do brwi, lakier do paznokci lewej ręki, do paznokci prawej ręki, mydło na dzień, mydło na noc… To wszystko wymaga przestrzeni. I bądź pewny: każda z tych rzeczy jest absolutnie niezbędna.

4. Przygotuj plan B

Pociąg ma siedemdziesiąt godzin spóźnienia? Zawsze warto mieć zatankowany samochód. Samolot nie odleci, gdyż kondor wkręcił się w śmigła? Warto znać rozkład jazdy pociągów. Plan B to absolutnie niezbędny element każdej wyprawy - zarówno wyjazdów, jak i powrotów. Powinieneś mieć alternatywę dla każdego środka lokomocji, jakim zamierzasz się posłużyć, oraz dla każdego elementu bagażu, który zamierzasz zabrać. Jeżeli nie masz planu B, każde pechowe zrządzenie losu może okazać się katastrofą.

5. A jeżeli nie posłuchasz i dojdzie do katastrofy…

Zawsze pozostają wczasy last minute.

No i stało się. Zakończyłeś swoje życie. Jesteś mężem i wybierasz się w ostatnią podróż w życiu: podróż do piekła… To znaczy w podróż poślubną. Co zrobić, by była udana?

Podróże poślubne nie zaliczają się do zagadnień turystyki. Przynajmniej my ich nie zaliczamy - my, tzn. żonaci mężczyźni. Turystyka ma sprawiać przyjemność, a podróż poślubna to pasmo ciągłych wyzwań. To nie są wakacje, ani nawet pospieszne wczasy last minute. To nie wyjazd, podczas które największym problemem są wiecznie ginące bilety lotnicze. Podróż poślubna to WYZWANIE.

Czy jedziesz do Francji, do Meksyku, do Chin czy do Zawiercia, musisz wiedzieć, że nie jedziesz tam zwiedzać. Wieża Eiffela? Nie możesz na nią spojrzeć. Wielki Mur? Fajny widoczek, ale nie dla ciebie. Jedynym widokiem, który musisz podziwiać i komplementować, jest widok twojej żony. A jedyną rzeczą, którą musisz zrobić, jest WSZYSTKO - wszystko, czego zapragnie twoja żona.

Jeżeli lubisz w podróży smakować lokalnej kuchni… Nadal możesz to robić. Ale nawet jeżeli smakuje ci ciasto, które właśnie pochłaniasz, ale twoja małżonka kręci na nie nosem - twoim obowiązkiem jest skarcić kucharza. Choćbyś miał zrobić to z ciężkim sercem - on zawiódł twoją żonę!

Nie ukrywamy: to będzie najtrudniejsza podróż w twoim życiu. Ale jeżeli ta wiedza cię przeraża czy odrzuca, jeżeli masz wątpliwości co do tego, czy chcesz na tę wycieczkę wyjeżdżać - najpierw powinieneś się zastanowić, czy w ogóle chcesz brać ślub, bo chyba nie zrozumiałeś idei.

Łosoś w occie i z polewą czekoladową? Kto wie, być może w jakiejś kulturze to przysmak. Jeżeli chcesz się tego dowiedzieć, jak i poznać inne kulinarne ciekawostki z całego świata, być może zainteresuje cię turystyka kulinarna.

Turystyka kulinarna to zjawisko, dzięki któremu oferta wakacyjna i menu stają się synonimami. W zależności od tego, której kuchni tajniki chcesz poznać, czekają cię wyprawy do różnych zakątków świata.

Jeżeli lubisz pikantne potrawy, pełne przypraw rzadko używanych w kuchni polskiej, czeka cię wyprawa do Azji. Tamtejsze kraje, choć są słynne ze zróżnicowanych potraw, generalnie stawiają na połączenie wielu warzyw z dość tradycyjnym mięsem (np. drób). To jednak specyficzny sposób przyrządzania - ich smażenie lub duszenie - a także podawanie np. z sojowym makaronem, staje się wyróżnikiem tej części świata.

Na kuchnię europejską składa się w zasadzie to, co wszyscy znamy, choć wiemy też, jak zróżnicowane mogą być szkoły gotowania w ramach jednego kontynentu. Podczas gdy Włosi stawiają na potrawy w pomidorowym sosie, Anglicy preferują tłuste, sycące potrawy. Francuzi zaś słyną z delikatnego podniebienia, a ich potrawy zadowalają największych koneserów.

Mówi się, że kuchnia amerykańska nie istnieje - jest pozbawionym wyrazu miksem potraw z całego świata. Połączeniem tłustych, niezdrowych dań, łatwych do przyrządzenia i niesmacznych dla znawców sztuki gotowania. Jednak aby przekonać się o smaku prawdziwej kuchni z USA, nie należy iść do McDonald’s, ale odwiedzić tereny, z których wywodzi się ów styl kulinarny. Gwarantujemy, że domowe potrawy z południa kraju w niczym nie przypominają menu restauracji typu fast-food.

Zaintrygowany? Kubki smakowe pobudzone? W takim razie zamawiaj bilety lotnicze i wypraw się na najsmaczniejsze wakacje w swoim życiu.

Dla wielu z nas wakacje to nie tyle przyjemność, co obowiązek; wyjechać trzeba, aby potem chwalić się zdjęciami spod piramid. Takie nastawienie zaprzecza idei turystyki, dlatego w celach motywacyjnych warto zapoznać się z trudami, jakie muszą przezwyciężyć migrujące zwierzęta. W porównaniu z lotem do ciepłych krajów, wyprawa na wakacje to bajka.

Migracje to domena szerokiej gamy gatunków zwierząt, zarówno lądowych, poruszających się w powietrzu, jak i wodnych. Niedźwiedzie polarne, słonie, legwany, humbaki, tuńczyki, kolibry, łabędzie i bociany, jak również niezliczone inne gatunki cyklicznie wyprawiają się w podróże na krótkie lub długie dystanse, których celem jest m.in. przetrwanie zimy, znalezienie miejsca na hibernację czy rozmnażanie.

Ogromne odległości, jakie pokonują zwierzęta, często liczy się w tysiącach kilometrów. Jednym z rekordzistów jest ptak zwany szlamnikiem, który potrafi przelecieć ponad dziesięć tysięcy kilometrów; nawet jemu jednak daleko jest do prawdziwego króla migracji - burzyka szarego, pokonującego ponad sześćdziesiąt tysięcy kilometrów rocznie.

Imponujący jest dystans pokonywany przez szarańczę. Małe owady, podczas migracji pozbawionych regularności, przebywają drogę dłuższą niż dwa tysiące kilometrów. Wodne zwierzęta również nie przywiązują się do jednego miejsca - łososie czy węgorze również przepływają tysiące kilometrów tylko w celu odbycia tarła. Nie ustępują im nawet motyle, pokonujące takie dystanse w trakcie swojego krótkiego życia.

Następnym razem, gdy z rezygnacją pomyślisz, jak trudno zdobyć tanie bilety lotnicze, czy jak męczące są wycieczki egzotyczne, przypomnij sobie o trudach podróży, które muszą znosić zwierzęta. Wyjazd na wczasy od razu wyda się prosty i przyjemny.

Niektórzy na samą myśl o lataniu dostają gęsiej skórki. Osobom z lękiem wysokości trudno zrozumieć, jak można oderwać się od ziemi na wysokość większą niż pół metra. Ich całkowitym przeciwieństwem są lotnicy, którzy biją wszelkie rekordy w swoich imponujących maszynach.

Jednym z najbardziej prestiżowych rekordów jest rekord prędkości, który próbowano bić już w początkach lotnictwa. Początkowe wyniki robiły w swoim czasie ogromne wrażenie, ale dziś wyglądają co najwyżej zabawnie. 41 km/h poleciał w 1906 r. Alberto Santos-Dumont, wykorzystując maszynę własnej konstrukcji. Barierę 100 km/h przekroczył w 1910 r. Leon Morane, pilotując samolot Bleriot XIII. Rekord utrzymał jedynie przez kilka miesięcy, gdyż jego konkurent lecący tym samym modelem poleciał o trzy kilometry na godzinę prędzej. Te wyniki jednak bledną w porównaniu z wyczynami pilotów odrzutowców. Już w 1961 r. amerykański samolot F4H-1F Phantom II przekroczył 1452 km/h.

Inną kategorią rekordów jest rekord długości lotu, który obecnie trzyma QinetiQ Zephyr - samolot sterowany przez autopilota, który utrzymał się w powietrzu przez ponad osiemdziesiąt trzy godziny. Co ciekawe, samolot jest… wykonanym ręcznie modelem, wykonanym przede wszystkim w celu pobicia rekordu. Trudność związana z próbą jest zatem żadna w porównaniu z wyzwaniem stawianym śmiałkom sprzed lat, a sukces zależał od poprawnego zaprojektowania konstrukcji.

Prawdziwe latanie “na rekord” to dziedzina tak bardzo odmienna od zestawu “tanie bilety lotnicze + wycieczki“, jak tylko można to sobie wyobrazić. Osoby, które każdego roku wyprawiają się na wczasy wykorzystując zwykłe linie lotnicze, nie przeżyły nawet namiastki emocji, jakie towarzyszą lataniu ekstremalnemu. Szczęśliwi i zamożni wybrańcy mogą przelecieć się odrzutowcem w towarzystwie doświadczonego pilota - ale nawet nie myśl o takich atrakcjach, jeżeli już lot pasażerki jest dla ciebie dużym wyzwaniem.

Czy jedziesz na dłuższe wakacje, czy po prostu czeka cię krótsza wycieczka - nie ma nic ważniejszego niż dobry pokój hotelowy. To od niego zależy, czy dobrze wypoczniesz i w jakim nastroju obudzisz się następnego dnia, a więc to jego jakość decyduje o tym, jak będziesz wspominał swój wyjazd. Tylko co naprawdę znaczy określenie “dobry pokój”?

Czy pokój można nazwać “dobrym” tylko wtedy, gdy hotelowi przyznano co najmniej cztery gwiazdki? Czy musi w nim stać duży, plazmowy telewizor, czy na ścianach powinny wisieć marmury, czy w przedpokoju powinien być rozwinięty perski dywan? Niekoniecznie.

Nieważne, czy kupujesz bilety autokarowe, czy raczej wybierasz drogie bilety lotnicze; czy rezerwacja hoteli to coś, czym zaprzątasz się głowę, czy zatrzymujesz się w miejscach, które akurat są wolne i tanie - żadne z powyższych rozwiązań, choć wszystkie różnią się cenowo, nie gwarantuje, że dostaniesz pokój lepszy niż osoby, które podjęły inną decyzję.

Każdy z nas może bez problemu nazwać dwa podstawowe oczekiwania, które pokój hotelowy musi spełniać, byśmy przynajmniej pomyśleli o zatrzymaniu się w nim. Są to czystość i dostęp do bieżącej wody. Hotele muszą spełniać te standardy, a te które tego nie robią, są pojedynczymi wyjątkami; ich działalność prawdopodobnie zakończy się podczas najbliższej inspekcji Sanepidu. Jednak inne cechy oferowanych pokojów, takie jak przestronność, modny wystrój czy dostęp do nowoczesnych gadżetów (Internet, telewizory, DVD), a nawet dostępność posiłków, nie wpływają już na samą jakość naszego pobytu. Można bowiem bez cienia wątpliwości stwierdzić, iż osoba pragnąca uciec od miejskiego zgiełku znacznie lepiej odnajdzie się w tańszym i teoretycznie mniej atrakcyjnym pokoju w niewielkim pensjonacie, niż w apartamencie z własnym stołem bilardowym i widokiem na ruchliwą ulicę. I odwrotnie - nawet najdoskonalszy hotel położony na odludziu nie zadowoli człowieka, którego pociąga życie w wielkim mieście.

Jak zatem wybierać? Jeśli cena ma dla ciebie znaczenie - raczej nie masz wyboru, kieruj się nią. Jeżeli możesz sobie pozwolić na wydatek, nie sugeruj się sloganami reklamowymi, lecz poszukaj w Internecie opinii innych osób. Czy jest spokojnie, czy rozrywkowo; czy przez recepcję przelewa się tłum, czy trudno kogokolwiek spotkać; czy wystrój jest klasyczny, czy nowoczesny. Oceń, czego oczekujesz i wówczas wybierz. W tym momencie gwiazdki przestają się liczyć, a ważna staje się atmosfera.

Wybierając pokój hotelowy warto więc mieć na uwadze cel naszej wyprawy, a nie kierować się suchą oceną liczbową. Spełniając osobiste wymagania podróżników - i to niezależnie od ceny - hotele udowadniają, jak prawdziwe jest powiedzenie “pieniądze szczęścia nie dają”.

Koszmar - to słowo idealnie oddaje moje odczucia wobec tego, co przeżyłem na lotnisku, gdy po raz pierwszy miałem lecieć z grupą Polaków.

Na lotnisko dotarłem jak zwykle - o kilka godzin za wcześnie. Mam na tym punkcie małego fioła; na przystanku autobusowym muszę być na dziesięć minut przed czasem. Na peronie - pół godziny. Na lotnisku… cóż, tu najchętniej koczowałbym przez miesiąc przed planowanym odlotem. Rezerwacja hoteli, pakowanie, ogólne przygotowania do podróży wymagają zbyt dużego wysiłku, by potem przegapić swój termin. Nietrudno się domyślić, że czekanie mnie denerwowało, zwłaszcza że wyprawę odbywałem parę lat temu, kiedy tanie linie lotnicze miały okres niezbyt pewnego działania; no ale autokary czy taksówki jako środek transportu nie wchodziły. Miałem świadomość, że samolot mógł odlecieć wcześniej, mógł odlecieć później, a mógł wcale nie wystartować. Postanowiłem, że lepiej mieć w zapasie parę godzin.

Kiedy przez głośniki zaanonsowali, że będą wpuszczać na pokład, rozpętało się piekło. Ziemia zadrżała. Coś zafurkotało. To tłum ludzi poderwał się z miejsc i popędził do bramki, trzymając bilety lotnicze w wyciągniętych rękach i machając nimi jak na konnej gonitwie. To byli Polacy.

Polacy mają bardzo specyficzną metodę ustawiania się kolejki. Zwłaszcza na lotnisku. Najwyraźniej kieruje nimi jakaś dawno nabyta obawa, że samolot odleci bez nich. Nieważne, że każdy zostanie wpuszczony i każdy usiądzie na przypisanym mu wcześniej miejscu. Kiedy tylko trzeba ustawić się w kolejkę - każdy próbuje podejść do okienka z własnej strony. Kto pierwszy, ten lepszy, a kto ostatni… ten najwidoczniej słaby i głupi. Za każdym razem, gdy w tym uczestniczę, czuję głębokie zażenowanie.

I ten zapach kanapek. Oczywiście kiedy jeszcze można je było bez problemu wnieść na pokład; dziś też pewnie się da, ale chyba nikt nie chce ryzykować. Polacy to jedyny naród, który bierze (brał) kanapki na podróż samolotem. Dzisiaj zamiast kanapek Polacy cuchną piwem. Nawet kiedy nie są pijani. Nie mówiąc już o często powtarzanym słowie, którego znaczenie zna już chyba cały świat - gdy pada w pobliżu po raz setny, czuję się zawstydzony nawet gdy przebywam z kimś, kto nie mówi po polsku.

Wielu Polakom-turystom brakuje kultury, co do tego nie ma wątpliwości. Ale może ma to jedną zaletę: o wiele bardziej doceniam porządnych ludzi. Nawet jeśli nie odezwą się do mnie słowem, są moimi przyjaciółmi.

Polskę można zwiedzać na różne sposoby, ale czy ktoś z was wpadł na szalony pomysł przejechania po całym kraju… autobusem?

Bilety lotnicze? Drogie. Bilety autokarowe? Już lepiej. Bilety autobusowe? Tanio, ale… kto chciałby podróżować autobusem? Przecież to najgorszy możliwy środek transportu, kojarzący się z tłokiem, niewygodnymi siedzeniami i długimi postojami w korkach, prawda? Niekoniecznie.

Dla prawdziwych podróżników wygoda jest ostatnią z rzeczy, o które martwią się podczas swoich wypraw. Gdyby zdobywcy przejmowali się komfortem, zapewne do dziś nie wiedzielibyśmy, co leży za morzem, a próby zdobycia biegunów nie podjęlibyśmy w najśmielszych snach. Wakacyjne podróże autobusami byłyby nie tylko sprawdzianem naszej odporności na niewygody, ale i testem zdolności logistycznych - dokładne opracowanie trasy wykorzystującej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt pojazdów, nie jest łatwym zadaniem. Do pozostałych zalet najtańszego środka transportu należy fakt, że dzięki niemu każdy z mijanych terenów można poznać z bliska. Jeśli spodoba nam się jakaś okolica - wystarczy wysiąść na najbliższym przystanku, nie czekając kolejnej godziny, aż pociąg zatrzyma się na stacji czy autokar dojedzie do zajezdni.

Podróżowanie komunikacją miejską ma jednak wadę. Jest nią podział związków komunikacyjnych na zależne od regionu grupy. Sprawia on, iż nie można zakupić biletu - jednorazowego, okresowego czy imiennego - który byłby ważny w całej Polsce. W efekcie wyprawa dookoła kraju wiązałaby się z wydatkami (nieprzesadnie wysokimi, ale jednak) i fatygą.

Wszystko jednak jest kwestią planowania. Dobrze pomyślana podróż pozwoli zaoszczędzić na niepotrzebnym kupowaniu biletów. Jeśli w jakimś regionie zabawimy przez jeden dzień, można kupić bilet dwudziestoczterogodzinny zamiast kilku jednorazowych lub tygodniowego. W przypadku, gdybyśmy na jakimś terenie zabawili dłużej - istnieją inne, korzystne finansowo opcje.

Wakacje spędzone w autobusach z pewnością byłyby oryginalną formą podróżowania i wypoczynku, pozwalającą jak żadna inna zapoznać się z kolorytem lokalnych społeczności. Czy ktoś się na nie odważy?

Planujesz urlop? Wakacje? A może ferie? Chcesz wydać dużo pieniędzy czy mało? Pragniesz odpocząć czy przeżyć przygodę? Jakiekolwiek są Twoje preferencje, doradzimy Ci, gdzie warto jechać.

1. Na ferie zimowe - Szwajcaria

Zimowe Szwajcarskie plenery były umiłowanym widokiem setek ekip filmowych i telewizyjnych, zwłaszcza w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Było tak nie bez powodu. Imponujące szczyty Alp, wspaniałe narciarskie stoki, sielankowa atmosfera i poczucie obcowania z czymś prawdziwie wielkim - oto odczucia, jakie towarzyszą zwiedzaniu tego wspaniałego regionu. Zimą jest tam najpiękniej, więc nie warto się dłużej zastanawiać. Do biura podróży - marsz!

2. Na Święta Bożego Narodzenia - Hawaje

Dlaczego Hawaje? Miejsce, w którym zawsze panuje lato, a muzyka nigdy nie kojarzy się z Bożym Narodzeniem? Ponieważ to wspaniała odmiana. Jak wiele lat spędziłeś w tej samej atmosferze - przy choince, padającym śniegu, jedząc karpia i popijając domowy kompot? Odmiana Cię odświeży, a jeśli nawet ci się nie spodoba, przynajmniej jeszcze bardziej docenisz tradycyjne metody spędzania świąt.

3. Na wakacje - Nowa Zelandia

Jeśli oglądając “Władcę pierścieni” zastanawiałeś się, skąd oni wytrzasnęli takie wspaniałe, fantastyczne wręcz widoki - oto odpowiedź. Nowa Zelandia to prawdziwa perełka dla miłośników imponujących przestrzeni. Rozległe trawiaste równiny, wspaniałe góry, niewielkie i urokliwe miasta - tutaj znajdziesz to wszystko, a nawet więcej. Nowa Zelandia Cię zaskoczy, a po powrocie będziesz się zastanawiać, jak można było przez tyle lat żyć nieświadomym istnienia tak pięknego miejsca na Ziemi.

4. Na wiosenny wypad - Japonia

Japonię nie bez powodu nazywa się Krajem Kwitnącej Wiśni. Drzewa te, zakwitające każdego roku, stanowią prawdziwie zapierający dech w piersiach widok. Są tak piękne, że stały się fetyszem milionów Japończyków. Napisano o nich tysiące wierszy i ułożono równie wiele piosenek. Do Japonii warto się wybrać tylko dla nich… choć sam kraj ma jeszcze mnóstwo innych zalet.

5. Na jesienny wypad - Zawiercie

Zawiercie to esencja polskości. Miasto, które niczym się nie wyróżnia, ale - miasto spokojne. Czy możesz uczciwie powiedzieć, że kiedykolwiek byłeś w Zawierciu? Jeśli nie, wybierz się tam, najlepiej jesienią. To pora dobra do zadumy, tak jak Zawiercie jest miastem dobrym do zadumy. Senne spacery jego ulicami wprawią Cię w melancholijny nastrój, idealnie pasujący do trzeciego kwartału roku.

Cóż można powiedzieć więcej? Kupuj bilety lotnicze (chyba że wolisz autokary - wtedy bilety autokarowe)! Potem pozostaje tylko rezerwacja hoteli - i można wybrać się na urlop życia. Miłej podróży!

Jak myślisz: gdzie może znajdować się najdroższy hotel na świecie? W Dubaju? Na Majorce? A może na Hawajach? Nie! Jeśli chcesz wydać masę pieniędzy by cieszyć się krótkotrwałym luksusem, musisz wybrać się do… Rosji.

Przed każdym wyjazdem rezerwacja hoteli staje się palącym problemem. Który lokal wybrać? Najtańszy, bo i tak nie zostaniemy tam długo? Umożliwiający dostęp do prywatnej łazienki? A może jakiś lepszej klasy, bo skoro już wyjeżdżamy, to warto sprawić że wyprawa będzie pamiętna? Jedno jest pewne: jeżeli decydujesz się zostać w moskiewskim Ritz-Carltonie, zapewne nigdy nie miałeś takich dylematów. Bilety autobusowe czy tanie linie lotnicze to określenia nie wchodzące w twój zasób słownictwa, gdyż prawdopodobnie podróżujesz własnym samolotem.

Co takiego oferuje Ritz-Carlton i za ile? Przede wszystkim pokoje, które poza tym, że urządzono je w iście bizantyjskim stylu, mogą pochwalić się faktem, że są… kuloodporne. Z okien można podziwiać Kreml i Plac Czerwony, a obsługa hotelowa odpowie na każdą zachciankę. Masz ochotę na wino o wartości przekraczającej 60 tys. dolarów? Nie ma sprawy. A może wolisz posiłek składający się z pierwszorzędnego, najdroższego na świecie kawioru? Żaden problem. Obsługa załatwi wszystko.

Jaki jest koszt przepychu? Dla bogaczy - niewielki. Dla rosyjskich bogaczy - jeszcze mniejszy. Rosja słynie bowiem z prawdziwego natłoku miliarderów - w samej Moskwie jest ich trzydziestu pięciu, a ich rozrzutność sprawiła, że miasto przekształciło się w najdroższą metropolię świata. A zatem - jeżeli masz na zbyciu 16 tys. dolarów, możesz spędzić jedną, na pewno trudną do zapomnienia noc w Ritz-Carltonie. Jeśli nie jesteś krezusem takiej miary, zawsze możesz skorzystać z nieco uboższych pokojów. Możesz je wynająć już za “marny” tysiąc dolarów. Zainteresowany?