Wiele osób mówi, cytując popularne powiedzenie, że nie szata zdobi człowieka. Powiedzenie to jest o tyle prawdziwe, że akcentuje wyższość przymiotów duchowych nad fizycznymi, nie można jednak traktować go dosłownie. Mało prawdopodobne jest bowiem, by ktoś z nas dał się obsłużyć ubranemu w łachmany kelnerowi, którego włosy nie znają grzebienia, choćby nawet cytował Homera, potrafił udowodnić swoją wiedzę w dziedzinie fizyki kwantowej, a swoją dobrocią i wrażliwością dorównywał Matce Teresie. Czy tego chcemy, czy nie, oceniamy inne osoby po sposobie ubierania się, doboru fryzury i dbania o swoje ciało. Już jako kwalifikujemy dziewczynę z fantazyjnie rozwianymi włosami jako artystkę, a inną, noszącą okulary i warkoczyki, jako tzw. kujona. I choć teoretycznie wiemy, że to nie do końca warkocze, okulary czy konkretne ubranie świadczą o naszym charakterze, mamy wrodzoną skłonność do dokonywania takich uogólnień. Dlatego też, jako osoby dorosłe, chcąc podkreślić swoją odmienność i niezwykłość, decydujemy się wykorzystywać zewnętrzne sposoby zwrócenia na siebie uwagi. Nawet w kontekście stricte biurowym, gdzie zwykle obowiązuje określony dress code, można zauważyć panie, których fryzury zdobią dyskretne acz fantazyjne i kolorowe warkocze lub dredy, jak również panów połowicznie tylko ukrywających pod elegancką koszulą modny tatuaż.