www.wypisówka.pl

maseło maślane…

Aktualnie każdy z nas ma dostęp do sieci internetowej, a co za tym idzie - informacji na temat dzisiejszych notowań, które powinny być standardowo na bieżąco. Absolutnie warto takie witryny raz na jakiś czas odwiedzać,żeby posiadać wiedzę co jest modne np. w Wielkiej Brytanii.  Absolutnie przeczytamy tam najpopularniejsze przeboje radiowe i single. Jeśli interesuje Cię takowa tematyka: modne piosenki, super przeboje, super albumy, modne teledyski to wszystko odnajdziecie w internecie.

Nie tak dawno temu wielu obserwatorów zastanawiało się, czy klasyczne listy przebojów mają przyszłość, ponieważ na obecnie rzadko kto kupuje single, a każdy z nas bez problemu może sporządzić swoją playlistę z plików muzycznych odszukanych w internecie.

Spójrzmy w przeszłość: pierwsze amerykańskie i europejskie rankingi muzyczne tworzone były na podstawie sprzedaży katalogów z nutami piosenek. Właśnie takie zasady rankingi list bestsellerów stosowane były jeszcze w latach 50.

Listy przebojów zdarzały się niepoważne, ale reprezentowały gusta ogromnej grupy fanów. Od kilku lat jednak wyniki sprzedaży albumów są na rzegranej pozycji. Statystyki są złe: w drugiej połowie ubiegłego roku fani w USA kupili około dwa razy więcej utworów w postaci plików muzycznych niż tradycyjnych singli.

Kiedyś znajomość wyników notowań była w towarzystwie niezbędna. W Polsce wielką wagę w latach 80. miała lista przebojów Trójki. Zbudowana na głosowaniu, a nie na sprzedaży klasycznych singli, stawała się polem rywalizacji fanów. Słuchacze głosami telefonicznymi windowali na szczyt każdą piosenkę.

Najbardziej na czasie notowania muzyczne (http://listyprzebojow.info) w Polsce prezentuje np.: MTV Polska, Polskie Radio 3 i RMF FM.

Z każdym dniem większą popularnością cieszy się radio przez internet. Wynika to z łatwego dostępu do łącza internetowego - najlepszą stacją radiową możemy cieszyć się wszędzie tam gdzie jest łącze internetowe.

Postanowienie stworzenia dziary powinna być dokładnie przemyślana. Polecam poznać projekty tattoo i zastanowić się nad miejscem. Najczęściej ludzie decydują się na tatuaż na stopie. Ceny tattoo zależą od czasu pracy i wielkości grafiki.

Tattoo tworzy się specjalnym urządzeniem nazywanym pistoletem, którym twórca bezpośrednio nakłuwa ciało ok. 100 powtórzeń na sekundę. Po tym zabiegu pigment umiejscowiony jest pod skórą. Można go wybielić tylko laserem.
Tatuaż wykonany dobrze, w solidnym studiu, nie zagraża normalnemu funkcjonowaniu, nie wymaga też poprawek. Z nieudanym tattoo też można uporać się, kierując się do dobego tatuatora, który zmieni tatuaż innym.

Najlepiej rozpytać po forach internetowych, a w studio przejrzeć obrazki z wcześniejszymi wykonaniami wykonawcy. Najlepiej też zobaczyć, czy miejsce jest zadbane - istotne, żeby wszystkie urządzenia były sterylizowane lub jednorazowego użytku. Jeśli już można zapytać w sanepidzie.

W studio tatuaży radzą, żeby na dzień przed zabiegiem nie nadużywać wyrobów alkoholowych, a przed samym wykonywaniem wyluzować i spożyć niezły posiłek.

Zazwyczaj przez pierwszą dobę miejsce gdzie jest tatuaż jest obolałe. W ciągu dnia nosi się opatrunek, a ranę co kilka godzin zaleca się przemyć mydłem i obmyć chłodną wodą. W momencie gdy skóra jest sucha i gładka, z opatrunku można wycofać się. Następnie przez ok. dwa tygodnie po wykonie najlepiej nie korzystać z solarium. Tatuaże powinno się także raz dziennie posmarować kremem z apteki. Przez cały czas mimo tego musi on zostać suchy.

Ważne: w przypadku robienia tatuaży, trzeba przestrzegać podstawowych uwarunkowań bezpieczeństwa. W czasie wykonywania dochodzi do obcowania z krwią, należy więc zobaczyć warunki, w jakich tworzy wybrany przez Ciebie studio. Najważniejsze żeby każde urządzenie było dobrze wysterylizowane. Czynność taką wykonuje się w autoklawie. Wszystkie igły powinny być zastosowane tylko jeden raz i być otworzone w naszej obecności.

Galeria tattoo (http://tatuaze.naczasie.info) generalnie przedstawia projekty dziary i zdjęcia tattoo, np.: artystyczne i tatuaże zwierzęta.

Po obiedzie pani Ackroyd odprowadziła mnie na bok. Usiedliśmy na łóżku na którym leżała pościel bawełniana.- Muszę przyznać, że jestem nieco dotknięta - zwierzyła się, wyciągając chusteczkę, która z pewnością nie była prze­znaczona do tego, by się w nią wypłakiwać. - Dotknięta bra­kiem zaufania ze strony Rogera. Te dwadzieścia tysięcy fun­tów powinien był pozostawić mnie, a nie Florze. Można przecież zaufać matce, że będzie pilnowała interesów córki. Tak, nazywam to brakiem zaufania.- Zapomina pani - powiedziałem - że Flora jest rodzoną bratanicą Rogera Ackroyda. Gdyby pani była jego siostrą, a nie bratową, to z pewnością wszystko wyglądałoby inaczej.

- Jestem wdową po biednym Cecilu i moje uczucia po­winny być uszanowane -odparła dama, ocierając delikat­nie rzęsy chusteczką. - Ale Roger był zawsze niesłychanie dziwny, żeby nie powiedzieć: skąpy, w sprawach pienięż­nych. Dlatego sytuacja moja i Flory była tutaj straszna. Biedne dziecko nie otrzymywało nawet żadnej pensji. Ro­ger płacił jej rachunki, ale i to bardzo niechętnie, i zawsze pytał, po co jej tyle fatałaszków, jak to mężczyzna. Teraz f

znowu zapomniałam, co chciałam powiedzieć. O, już wiem, nie miałyśmy nigdy własnego pensa. Flora nad tym cierpia­ła, o tak, bardzo nad tym cierpiała, wiem dobrze. Chociaż była niesłychanie oddana stryjowi, naturalnie. Każda dziew­czyna cierpiałaby w podobnej sytuacji. Tak, tak, Roger miał dziwne podejście do spraw pieniężnych. Nie chciał nawet kupić nowych ręczników, chociaż mu mówiłam, że stare są całe w dziurach. I potem - pani Ackroyd w tak charaktery­styczny dla siebie sposób zmieniła temat - i potem, żeby tak nagle zostawić tyle pieniędzy, tysiąc funtów, proszę sobie wyobrazić, takiej kobiecie!- Jakiej kobiecie?- Tej pannie Russell. Coś w niej jest bardzo dziwnego, zawsze to mówiłam. Ale Roger nigdy nie pozwalał nic prze­ciwko niej powiedzieć. Mówił, że ona ma niebywale silny charakter i że ją podziwia i ma dla niej wielki szacunek. Za­wsze plótł o jej prawości, niezależności i zaletach moral­nych. A ja mówię, że coś w niej jest podejrzanego! Robiła wszystko, co mogła, żeby Roger się z nią ożenił. Ale ja się z tym szybko załatwiłam. Ona mnie nienawidzi. Oczywiste! Przejrzałam ją!Zacząłem się zastanawiać, czy nie można by jakoś zaha­mować potoku słów pani Ackroyd i ulotnić się.Z pomocą przyszedł mi mecenas Hammond, który chciał się pożegnać. Skorzystałem z tego i również wstałem.- Teraz jeśli idzie o rozprawę… - powiedział. - Gdzie pa­ni woli, aby się odbyła? Tutaj czy w gospodzie „Pod Trzema Dzikami”?Pani Ackroyd otworzyła usta i spojrzała na mnie.- Rozprawę? - Wyglądała jak uosobienie najwyższego pomieszania. - Czyż musi być rozprawa?Pan Hammond zakaszlał sucho i dwoma krótkimi szczek­nięciami odparł:- To jest nieuniknione. W tej sytuacji!- Ale przecież doktor Sheppard chyba mógłby tak zrobić, żeby…?- Są granice moich możliwości - odparłem szorstko. - Ale jeśli śmierć jest sprawą wypadku…?- Roger Ackroyd został zamordowany, proszę pani - od­parłem brutalnie.

Wydała cichy okrzyk.

- Teoria wypadku jest nie do przyjęcia nawet na sekundę! Pani Ackroyd patrzyła na mnie z rozpaczą w oczach. Nie czułem litości wobec czegoś, co uważałem jedynie za chęć wywinięcia się z niewygodnej sytuacji.

- Ale na tej rozprawie chyba nie będę musiała odpowia­dać na żadne pytania ani nic takiego, prawda? - spytała.

- Nie mam pojęcia, czy to będzie konieczne, czy nie - od­parłem. - Przypuszczam, że cały ciężar przesłuchania weź­mie na siebie pan Raymond. Zna dokładnie wszystkie oko­liczności i może formalnie stwierdzić tożsamość zmarłego.

Pan Hammond poparł mnie skinieniem głowy.

- Myślę, że nie ma się czego obawiać, droga pani - powie­dział. - Oszczędzi się pani wszelkiej nieprzyjemności. Aha, jeśli idzie o pieniądze. Czy ma pani dostateczną sumę na bieżące wydatki? To znaczy - dodał, gdy pani Ackroyd spoj­rzała na niego pytająco - czy ma pani gotówkę? Banknoty, rozumie pani? Jeśli nie, mogę polecić, by wypłacono pani potrzebną sumę.

- Chyba chwilowo wystarczy - odezwał się Raymond, któ­ry stał obok. - Pan Ackroyd podjął wczoraj z banku sto funtów.

- Sto funtów?

- Tak, na pensje i inne wypłaty w dniu dzisiejszym. Cała ta suma jeszcze została.

- Gdzie są te pieniądze? W jego biurku?

- Nie, pan Ackroyd zawsze trzymał pieniądze w sypialni. Mówiąc dokładnie, w starym pudełku do kołnierzyków. Dziwny sposób przechowywania gotówki, prawda?

- Przed wyjściem wolałbym się upewnić - powiedział ad­wokat - czy pieniądze nadal tam są.

- Oczywiście - zgodził się sekretarz. - Pójdziemy zaraz na górę! O! Zapomniałem, drzwi są zamknięte.

Parker zapytany wyjaśnił, że inspektor Raglan znajduje się w pokoju gospodyni, dodatkowo ją przesłuchując. Po pa­ru minutach inspektor zjawił się w hallu, przynosząc klucz. Otworzył drzwi, przeszliśmy do przedpokoju i stamtąd wą­skimi schodami na górę. Drzwi do sypialni Ackroyda były otwarte. Pokój był ciemny, zasłony zaciągnięte, a łóżko pozo­stawione z rozgrzebaną pościelą bez zmiany od wczorajszego wieczoru. Inspektor rozsunął zasłony, wpuszczając trochę słońca, Geoffrey Ray­mond zaś podszedł do najwyższej szuflady w komodzie z ró­żanego drzewa.

- Trzymał pieniądze tak zwyczajnie w niezamkniętej szu­fladzie? - zdziwił się inspektor.

Sekretarz zaczerwienił się lekko.

- Pan Ackroyd całkowicie ufał służbie.

- Rozumiem, rozumiem - powiedział szybko inspektor. Raymond wysunął szufladę, wyjął z’ głębi małe, okrągłe skórzane pudełko, otworzył je i wyciągnął nabity portfel.

- Oto pieniądze - powiedział, wydobywając pokaźny zwi­tek banknotów. - Cała setka. Jestem tego pewien, ponieważ pan Ackroyd chował te pieniądze w mojej obecności, ubie­rając się do kolacji, no a potem nikt ich nie ruszał.

Pan Hammond wziął pieniądze z rąk Raymonda i przeli­czył. Po chwili spojrzał uważnie na sekretarza.

- Mówi pan, że tu jest sto funtów! Ja doliczyłem się tylko sześćdziesięciu.

Raymond patrzył gapiowato.

- Niemożliwe! - wykrzyknął, rzucając się ku adwokato­wi. Wyrwał mu pieniądze i sam głośno przeliczył.

Pan Hammond miał rację. Było tylko sześćdziesiąt fun­tów.

- Ale… ja nie mogę tego zrozumieć! - Raymond był zu­pełnie zaskoczony.

Poirot zapytał:

- Pan sam widział, jak pan Ackroyd chował te pieniądze wczoraj wieczorem, kiedy ubierał się do kolacji? Czy jest pan pewien, że poprzednio nic z tej kwoty nikomu nie wy­płacił?

- Jestem pewien, że nie. Powtedział nawet: „Po co mam zabierać ze sobą na kolację sto funtów? Za gruby zwitek”. - A więc sprawa jest prosta - zauważył Poirot. - Albo dał komuś wczoraj wieczorem czterdzieści funtów, albo sumę tę ukradziono.

Jeśli chodzi o internet to mogę wiele powiedzieć. Jeśli chodzi o jego futurystyczną przyszłości także mam coś do powiedzenia - jednym słowem będzie to coś innego i lepszego od tego, co jest teraz. Będziemy się jeszcze wszyscy śmiali z internetu jaki był, a cieszyli z tego jaki będzie, bo na pewno nie będzie to byle jaki internet, bez ewolucji. Będzie dostarczał informacje jakie tylko będziemy chcieli, np. będziemy mu zadawać pytania z serii jak napisać życiorys? - i internet, a właściwie wyszukiwarka będzie rozumiała nasze polecenia głosowe. To oczywiście lekkie marzenie i być może coś, co kiedyś się spełni.
Póki co fajnie by było powiedzieć jak napisać podanie? - i po kilku sekundach uzyskać na zadane przez nas pytanie szczegółową odpowiedź, co byłoby co najmniej fantastyczne. I myślę, że z tym nasze zdania nie powinny być odmienne. Ale za bardzo życia też nie należy sobie ułatwiać. Tak więc zadając pytanie jak napisać zaproszenie? - możemy zawsze szukać odpowiedniej odpowiedzi w internecie, gdzie właściwie da się znaleźć wszystko, czyż nie?

Świeca to przede wszystkim źródło światła. Zazwyczaj jest ona wykonana w kształcie podłużnej kolumny z paliwa stałego (np. wosku, parafiny, stearyny), wewnątrz której umieszczono specjalnie spreparowany knot bawełniany. Przodkiem znanej nam dzisiaj świecy była pochodnia. Początkowo kij drewniany owijano włóknami lnianymi nasączonymi olejem. Z biegiem czasu zaprzestano stosowania kija a włókna lniane zamiast olejem zaczęto oblewać woskiem pszczelim. Świece były powszechnym źródłem światła jeszcze zanim odkryto elektryczność. Na północy Europy aż do XIX były popularniejsze nawet od lamp oliwnych (prawdopodobnie ze względu na cenę oleju).
    Historia świec sięga aż 2 tysięcy lat p.n.e. i były one już znane starożytnym np. Etruskom. Wzmianki o nich możemy znaleźć w Starym Testamencie. Rzymianie robili świece z lnu oblanego smołą, tłuszczem zwierzęcym lub woskiem. Również Chińczycy ok. II wieku p.n.e. opanowali sposób produkcji dobrze palących się i nie kopcących świec.
    Początkowo ze względu na cenę świece wykorzystywano prawie wyłącznie podczas obrzędów religijnych. Zmieniło się to ok. X wieku n.e. (niektóre źródła podają, że już w czasach prześladowań chrześcijan) gdy wynaleziono znacznie gorzej palącą się lecz tańszą świecę łojową. Pierwsze wzmianki o świecach łojowych robionych z knota z liścia można znaleźć w polskich kronikach ok. XVI wieku. Wówczas świece woskowe pojawiały się tylko w domach wyższych sfer, biedniejsi musieli zadowolić się świecami ze zwierzęcego tłuszczu.
    Za czasów króla Zygmunta Augusta produkcja świec zarówno woskowych jak i łojowych była obwarowana restrykcjami i na ich produkcję wydawano specjalne pozwolenia tzw. przywileje. Przykładem może tu miasto Przemyśl, które otrzymało przywilej produkcji świec łojowych ok. 1580 roku. W XVI wieku w Polsce istniały tylko trzy fabryki wytwarzające świece woskowe sposobem maczanym. Produkcja świec woskowych metodą gładzenia i polewania była również przywilejem aptekarzy poznańskich z początku XVIII wieku.
    Dla porządku należy jeszcze wspomnieć o świecach, które są dzisiaj najbardziej rozpowszechnione czyli świecach parafinowych i stearynowych.
    Za wynalazcę pierwszej dobrej jakości świecy stearynowej uważany jest francuski chemik Michel Eugène Chevreul. Stworzył on stearynę w drodze hydrolizy łoju a cały proces opatentował ok. 1825 roku. W 1831 roku były one już powszechnie produkowane przez europejskie fabryki. Koniec XIX wieku to dynamiczny rozwój destylacji ropy naftowej, z której otrzymywano parafinę. Wtedy też pojawiły się na szeroką skalę świece parafinowe. Dzisiaj do produkcji świec często wykorzystuje się mieszankę w odpowiednich proporcjach obu produktów (parafiny i stearyny).
    Światło świecy od zawsze było związane z rozmaitymi obrzędami religijnymi np. w religii chrześcijańskiej symbolizuje ono Jezusa Chrystusa i jest obecne podczas całej mszy świętej. W kościele katolickim wykorzystuje się świece z naturalnego wosku a w prawosławnym ze sztucznego (cerezyny). Natomiast podczas żydowskiego święta Chanuka (nazywanego także świętem światła) celebruje się zapalenie menora (rodzaj specjalnego świecznika).
    W dzisiejszych czasach świece stosuje się głównie w nagłych przypadkach związanych z awarią lub brakiem elektryczności oraz ze względu na ich walory estetyczne np. w celu stworzenia wyjątkowego nastroju. Ponadto coraz częściej docenia się zdrowotne właściwości świec z wosku pszczelego. Wykorzystywane są one w aromaterapii i apiterapii. Obecnie naturalne świece woskowe produkowane są głównie przez pszczelarzy oraz przez firmę „MAREMIL” specjalizującą się w tego typu wyrobach.

Śledząc na bieżąco zagraniczne oferty pracy w Norwegii można już teraz stwierdzić, na przedstawicieli jakich zawodów będzie w najbliższych latach największe zapotrzebowanie. Bez wątpienia w pierwszej kolejności potrzebni będą pracownicy służby zdrowia - od salowych i pielęgniarek aż po lekarzy najrozmaitszych specjalizacji. Medycy poszukiwani będą szczególnie w tych krajach Unii Europejskiej, które szybko się „starzeją” - Norwegia. Brakuje ich w wielu zagranicznych szpitalach czy domach opieki społecznej. Nic więc dziwnego, że rządy państw z niedoborem lekarzy i pielęgniarek kuszą wysokimi zarobkami, bezpłatnymi szkoleniami i możliwością szybkiego awansu. Z tej właśnie przyczyny Praca w Norwegii jest atrakcyjna dla naszych rodaków. Już teraz, szczególnie w kurortach i turystycznych mekkach, potrzebne są do pracy te osoby, które zajmują się co prawda nie medycyną w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale również ze zdrowiem związanymi: fitnessem, masażem, zabiegami kosmetycznymi. Na pewno nie zmniejszy się zapotrzebowanie na przedstawicieli zawodów w Norwegii łączących się z dbałością o estetykę i piękno - fryzjerów, manikiurzystek, ale też… chirurgów plastycznych. Potrzebni będą wreszcie wykwalifikowani fizjoterapeuci oraz specjaliści do opieki nad osobami niepełnosprawnymi.

I specjaliści, i robotnicy
W związku z postępującą komputeryzacją, na pewno dużym wzięciem cieszyć się będą nadal informatycy, głównie specjaliści do spraw zakładania i utrzymania sieci, ale też graficy i projektanci stron internetowych. Poszukiwani w Norwegii będą także pracownicy branży telekomunikacyjnej. Liczyć się będzie wykształcenie i doświadczenie, jak również znajomość języków obcych. Problemów ze znalezieniem dobrze płatnej i atrakcyjnej pracy za granicą nie powinni mieć naukowcy oraz kadra akademicka.

Niemcy, nasz zachodni sąsiad, graniczą również z Danią, Czechami, Austrią, Szwajcarią, Francją, Luksemburgiem, Belgią i Holandią. Mają dostęp do dwóch mórz: Bałtyckiego i Północnego. Nie brakuje gór i wyżyn, rzek i jezior, lasów, parków i rezerwatów. Niemiecki klimat jest umiarkowany i łagodny - najcieplej jest w południowo-zachodniej części kraju, najzimniej oczywiście w górach i na Wyżynie Bawarskiej. W styczniu w Berlinie notuje się średnio -0,5°C, zaśwlipcu17,4°C.
Niemieckie ziemie obfitują w różnego rodzaju złoża naturalne - od węgla kamiennego i brunatnego, przez ropę naftową i gaz ziemny, aż po różnego rodzaju rudy i sole. W zasadzie nie ma chyba takiego sektora przemysłu, który nie rozwinąłby się w Niemczech. Praca w Niemczech jest dosyć prosta, ponieważ jest i branża stoczniowa, i optyczna, i maszynowa. Są zakłady włókiennicze, huty i fabryki samochodów. To jednak w sektorze usług, a nie w przemyśle, zatrudnionych jest najwięcej Niemców. Tamtejsi farmerzy zajmują się głównie uprawą zbóż, ziemniaków i buraków cukrowych, jednak cały świat zna najlepiej niemiecki chmiel i tamtejsze piwo. Swoim zagranicznym partnerom handlowym - przede wszystkim Francji, Włochom i Holandii - Niemcy wysyłają więc również artykuły spożywcze.

Wyspiarska Irlandia sąsiaduje bezpośrednio jedynie z brytyjską Irlandią Północną. Pozostałe granice kraju „kąpią się” w wodach Oceany Atlantyckiego, Morza Irlandzkiego i Kanału Św. Jerzego. Prawie połowę tego państwa tworzy nizina, nie brakuje bagien, jezior i torfowisk. Są też góry i wyżyny, a najbardziej okazały szczyt - Errigal - osiąga 752 m n.p.m. Ze względu na klimat (umiarkowany morski) jest w Irlandii dość łagodnie, bez ekstremalnych skoków temperatur. W Dublinie w styczniu jest średnio 5°C, zaś w lipcu -15°C. Na zachodzie mokro - pada nawet do 250 dni w roku!
Irlandię bez wątpienia można nazwać krajem rolniczym - przemysł rolno-spożywczy dominuje w tamtejszej gospodarce. Praca w Irlandii to wielka nadzieja dlatego Irlandzcy farmerzy specjalizują się przede wszystkim w hodowli krów i owiec, uprawiająjęczmień, owies, buraki cukrowe i ziemniaki. Dumą tamtejszego sektora rolnego są przetwory mleczne i bekon. Cały świat zna ponadto irlandzkie piwo i whisky. Jeśli chodzi o przemysł, Irlandia czerpie zyski głównie z włókiennictwa, ale też z branży motoryzacyjnej, maszynowej, chemicznej i skórzanej. Wydobywa się węgiel kamienny, rudy cynku i ołowiu, jak również srebro. Surowców naturalnych jest jednak niewiele. Irlandia eksportuje swoje wyroby do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Stanów Zjednoczonych.

Położona nad Morzem Północnym Holandia graniczy z Niemcami i Belgią. Ciekawostką jest fakt, iż kraj ten ma dwie stolice - konstytucyjną, czyli Amsterdam z siedzibą parlamentu i Hagę, gdzie mieszczą się dwór i rząd. W Holandii jest nizinnie, a nawet „depresyjnie” - aż jedną czwartą powierzchni kraju zajmują tereny położone pod poziomem morza. Najwyższy szczyt, Vaalserberg, ma tylko 321 m n.p.m. Holenderski klimat jest umiarkowany i oceaniczny. W Amsterdamie w styczniu notuje się średnio 2°C, w lipcu zaś 17°C. Kraj ten charakteryzuje się łagodnymi zimami, jednak w lecie może być chłodno.

Ze względu na położenie Holandia czerpie spore zyski z eksportu ryb i przetworów rybnych. Holenderskimi wyrobami interesują się głównie Niemcy, Belgia, Luksemburg, Francja i Wielka Brytania. Holandia zarabia na handlu i przemyśle przetwórczym. Praca w Holandii ma duże znaczenie mają branże: stoczniowa, motoryzacyjna, włókiennicza, a nawet lotnicza. Nie brakuje zakładów produkujących maszyny czy artykuły chemiczne. Surowców naturalnych zbyt wiele nie ma, dlatego większość Holandia musi importować. Jeśli chodzi o holenderskie rolnictwo, dochody z przetwórstwa spożywczego w znaczny sposób zasilają budżet państwa. Przetwarza się głównie kawę, herbatę i kakao. Holenderscy farmerzy przede wszystkim hodują zwierzęta, a dopiero potem uprawiają zboża, owoce i warzywa. Przodują natomiast w hodowli kwiatów - zarówno ciętych, jak i doniczkowych.

Do Holandii na tulipany
Przeciętnemu Polakowi Holandia kojarzy się w pierwszej kolejności z tulipanami. I słusznie. Do Holandii można bowiem wyjechać w poszukiwaniu pracy głównie przy uprawie i zbiorze kwiatów, ale też w ogrodach, szklarniach, na plantacjach i farmach. Słowem - rolniczo i ekologicznie. Można zrywać pomidory czy sadzić drzewa, można też szukać w innych sektorach, jak choćby w budownictwie, handlu czy magazynach. Poszukiwane są opiekunki do dzieci, ale o nich nieco dalej. Wykwalifikowani pracownicy ze znajomością języków obcych poszukiwani są w branży informatycznej i elektronicznej, potrzebni są także lekarze i pielęgniarki. Read the rest of this entry »

Otworzył drzwi baraku i wszedł zamykając je bez­głośnie za sobą. Cisza. Powoli postępował korytarzem. Mijając zamknięty pokój Gordonów, zatrzymał się i stał przez chwilę nadsłuchując. Cisza. Nie było tam nikogo. Zmarły leżał sam.

Zrobił jeszcze kilka kroków i uchylił drzwi jadalni. Nikogo nie brakowało. Siedzieli w różnych miejscach pokoju i w rozmaitych postawach: profesor z łokciami opartymi o stół, z głową w dłoniach; Pamela Gordon wyprostowana nienaturalnie, spoglądająca w okno, za którym ciemną, nieprzeniknioną noc przecięło właśnie białe wędrujące ramię blasku latarni morskiej (ktoś odemknął okiennicę - zarejestrował Joe odruchowo); Mellow, barczysty, bębniący krótkimi, grubymi pal­cami po stole, i Caruthers, wpatrzony w ruchy jego palców z wyrazem jak gdyby zdumienia na przystoj­nej twarzy; Mary siedząca obok Pameli i spoglądająca na nią spod oka, zapewne gotowa nieść pomoc, jeśli tylko zaistnieje jakakolwiek najmniejsza potrzeba, typowa dziewczyna z dobrego angielskiego domu, otwarta, szczera, chętna - i wreszcie Karolina, na­przeciw profesora. Odwróciła oto głowę i patrzy na wchodzącego z niemym pytaniem, a może prośbą?

Joe zamknął za sobą drzwi pokoju myśląc, jaka to może być prośba. Mellow powoli odwrócił głowę i spojrzał na wchodzącego. Alex usiadł. Nikt się nie odezwał. Caruthers smętnie pokiwał głową.

- Czy porozumiałeś się z… z lądem? - powiedziała wreszcie Karolina, łamiąc milczenie. Mówiła półgło­sem i z wysiłkiem, jakby słowa nie chciały jej przejść przez gardło.

- Tak. - odparł Joe równie cicho. - Jutro po po­łudniu przybędą władze i konsul brytyjski.

- Jakie władze? - Mellow spojrzał na niego spo­kojnie. W głosie jego nie było najmniejszych śladów napięcia. Był opanowany, jak gdyby nic się nie zda­rzyło.

- Policja, oczywiście. - Joe zawahał się i spojrzał w kierunku Pameli, która nadali siedziała patrząc w okno i najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, co się wokół niej dzieje.

- Chciałbym - Alex -głęboko zaczerpnął powie­trza. Dostrzegł proszące Spojrzenie Karoliny i rozłożył ręce przepraszającym gestem - żebyście państwo zdali sobie sprawę z tego, że wizyta tych ludzi będzie dla nas bardzo niemiła. Będziemy musieli odpowie­dzieć na setki pytań, będą nas wszystkich podejrze­wali. Tego się nie da uniknąć. Dlatego… - urwał. Wstał i podszedł do Pameli Gordon. - Proszę pani, niestety, będziemy musieli mówić tutaj o sprawach bardzo bolesnych i… nie wiem, czy pani powinna być przy tej rozmowie? - Pamela odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy.

- Proszę się mną nie krępować, Mr Alex. Będę się zachowywała rozsądnie. Przecież ja też tu byłam, kiedy on… Jestem panu chyba tak samo potrzebna jak inni?

Joe spojrzał na nią uważnie, potem skinął głową.

- Dziękuję pani. Zawrócił w kierunku stołu.

- A dlaczego sądzi pan, że musimy z panem roz­mawiać o tej sprawie? - Mellow lekko wzruszył ra­mionami. - Nie widzę powodu, dla którego mieliby­śmy roztrząsać teraz to, czym i tak będą musieli zająć się ci policjanci, z tą różnicą, że będą dręczyli nas oficjalnie i z obopólnej konieczności, a nie dla roz­rywki. Pan jest autorem powieści kryminalnych, prawda? Najprawdopodobniej ta sprawa jest dla pana znakomitą zabawą. Ale nie dla nas. Straciliśmy ko­legę, uwikłani jesteśmy w bardzo niemiłą aferę, która, gdy dostanie się do gazet, narobi mam wszystkim i naszemu Instytutowi masę kłopotów. Nie mówię już o profesorze, który jest kierownikiem tej ekspedy­cji - ruchem ręki wskazał Hugha Lee, który uniósł głowę i patrzył teraz na niego. - Przecież Robert był członkiem naszego zespołu i zginął podczas wyprawy. Oszczędźmy sobie wszystkiego, czego możemy sobie oszczędzić. Niech pan poszuka pola dla swoich do­ciekań gdzie indziej. Dość zbrodni popełniają pod każ­dą szerokością geograficzną o każdej godzinie dnia i nocy, żeby zadowolić pańskie zawodowe instynkty. Proszę mi wybaczyć nieuprzejmość, ale nie sądzę, że­by zachowanie pana było zupełnie poprawne.

- On jest zdenerwowany i dlatego jest taki opry­skliwy, ale… - Mary Sanders mimo woli rozłożyła ręce. - Naprawdę nie mówmy teraz o tym wszystkim, Mr Alex!

- Jesteście w błędzie! - Profesor Lee wstał. - Robert nie żyje… - głos załamał mu się lekko - i obowiązkiem nas wszystkich jest poznać prawdę związaną z jego śmiercią. Nie mówię tu o niczyich sprawach osobistych… - znowu w głosie jego za­brzmiało ledwo wyczuwalne drżenie. - Ale dla na­szego Instytutu, dla was wszystkich i… i dla mnie, konieczne jest poznanie prawdy. Kto wie, czy grecka policja potrafi ją wyświetlić? Ja naprawdę nie mogę zrozumieć, jak ta… ta potworność się wydarzyła? Pan Alex jest jednym z najwybitniejszych naszych specja­listów w dziedzinie kryminologii i skoro znalazł się tu pomiędzy nami, powinien otrzymać od nas pomoc. Proszę, niech pan nas pyta, Mr Alex…

Usiadł ciężko i znowu oparł czoło na dłoniach, jak gdyby wysiłek konieczny do wypowiedzenia tych kil­kudziesięciu słów był dla niego zbyt wielki.

- Oczywiście, jeżeli pan profesor sobie tego życzy, cofam to, co powiedziałem, chociaż nie wiemy nawet, czy zostało naprawdę popełnione morderstwo. - Mel­low wstał i ponownie opadł na krzesło.

Spojrzał na Alexa z takim wyrazem, jak gdyby chciał powiedzieć: „Cofam to, co powiedziałem, bo szanuję tego człowieka i zrobię wszystko, co on ze chce, ale nadal uważani, że roztrząsanie tych spraw nie ma najmniejszego sensu”.

- Proszę mi wierzyć, że zostało popełnione mor­derstwo. Co do tego nie mam najmniejszych wątpli­wości. A zajmuję się zbrodnią dlatego, że jej niena­widzę. I nie jest to dla mnie żadna zabawa. - Joe patrzył prosto w oczy Mellowa, który przygląda mu się teraz z pewnym zainteresowaniem. - Natomiast skłamałbym, próbując przeczyć, że odkrycie mordercy zawsze sprawia mi pewien rodzaj satysfakcji. Zbrod­nia bez kary była i jest jedną z największych klęsk naszego gatunku. Chciałbym, żeby pan to zrozu­miał, bo pańska współpraca będzie mi tak samo po­trzebna, jak współpraca pozostałych obecnych tu osób. Jeżeli pan odmawia, może pan to zrobić zupeł­nie swobodnie. Nikt, a najmniej ja, nie może pana do niczego zmusić.

Mellow odwrócił oczy.

- Powiedziałem już panu, że pomogę.

- Dobrze. Dziękuję panu. W takim razie przejdźmy do centralnego zagadnienia. Pierwsze moje pytanie będzie natury specjalistycznej, odpowiedzieć na nie może tylko archeolog.

Wstał i ruszył ku drzwiom, czując na plecach ich oczy. Otworzył drzwi swojego pokoju. Figurka leżała tak, jak ją pozostawił: na łóżku pod pościelą, starannie zawinięta w chustkę. Uniósł ją ostrożnie i powrócił do jadalni. Kiedy kładł posążek na stole, nawet Pamela odwróciła głowę i spojrzała. Potem przymknęła oczy.